Listopadowi mistrzowie

Ponoć kropla miłości znaczy więcej niż ocean rozumu mawiał Pascal. Błażej Pascal. Nie wiem, skąd mu to przyszło do głowy. Chyba miał na myśli miłość czystą, bo wobec innej nie ma takiej opcji. No tak, ale miłość jest zawsze czysta. Nie ma innej miłości. Jeżeli nie jest czysta nie jest miłością.

Angelo Bronzino - Adoration of the Shepherds (detail) - WGA3277.jpg
Adoration of the Shepherds/ Adoracja pasterzy 1539-40
Szépmûvészeti Múzeum, Budapest

Bardzo lubię listopad. Zwłaszcza jak ranek budzi nas słońcem, które wlewa się całą swą złotą poświatą do pokoju, oświetla złociste ściany i całuje draceny w sypialni. No i jak nas cudownym słońcem żegna, tak jak wczoraj, bo zachód słońca był bajeczny. Akurat jechałam i wracałam do domu na moją odległą wieś, więc nie robiłam zdjęć, ale widok był upojny. Piękniejszy niż nad zatoką San Francisco. Patrzę dzisiaj do kalendarza i jak zwykle widzę wielu znakomitych artystów, którzy przyszli na świat w dniu dzisiejszym przed laty w słonecznej Italii i słodkiej Francji.

Agnolo bronzino, madonna col bambino e santi, 1540 ca. 03.jpg
Agnolo Bronzino in the National Gallery, London

Agnolo Bronzino, autor najsłodszych Madonn, Dolcezzy i wielu innych. Autor, o którym wspominałam już nie jeden raz, ale nie można przcież zaprzestać mówienia o pięknie, zwłaszcza jak nas brud i gangrena wspólczesności odzianej na czarno usiłuje zalać na ulicy. Na szczęście pozostały już tylko małe brudne kałuże a raczej bajora, w których się tapla po kilka wyliniałych wielbicielek nowego feminizmu.

Virgin and Child with Sts. Elizabeth and John the Baptist by Agnolo Bronzino.jpg
Virgin and Child with Saint Elizabeth and Saint John the Baptist by Agnolo Bronzino, J. Paul Getty Museum

Dlatego wracam do Bronzino. Właściwie nazywał się Agnolo di Cosimo di Mariano, zwano go także Agnolo Tori lub Agnolo Allori, chociaż ojciec był zwykłym rzeźnikiem. Ale w duszy swej był patrycjuszem i arystokratą bo malował wspaniale. Co to musiał być za poetycki rzeźnik, który spłodził takiego artystę i na dodatek wysłał go do szkoły malarskiej aby rozwijał swój talent. 

(…)

Rok temu jedna z celebrytek rodem zza wschodniej granicy, chociaż mieszka gdzieś za Warszawą pisała, że to straszna obrzydliwość brać udział w hubertusie i zabijać małe lisy, liski i lisiątka czy coś w tym stylu bredziła, że od dawna ochrania planetę, że nie jeździ windą, wyłącza ładowarki z kontaktu no i rozebrała się do naga, żeby chronić planetę. I na końcu apel im nas będzie więcej uchronimy planetę. Jeszcze nie słyszałam aby więcej idiotek uchroniło planetę. Zbawi ją Madrość Boga a nie głupota. No ale taka jedna, co się rozbiera publicznie, chociaż już ciało obwisłe i powinna się zakryć a nie rozbierać o tym nie wie, bo akceptuje strajki i demonstracje popierające zabójstwo własnych dzieci a rozczula sie nad zdechłym kangurem. Ale oczywiście głupota, która weszła na salony tak się tam rozsiadła, że kijem jej nie wypędzisz. Dlaczego? Bo głupota jest grzechem. Pierwszym i podstawowym, z którego idą wszystkie inne grzechy. Dlaczego? Bo Bóg jest Mądrością. I On w Swej Mądrości dał nam Dekalog, który porządkuje nasze życie. Ucywilizował je i każdego dnia od początku je cywilizuje. I Jan Paweł II zawsze nam o tym przypominał i mówił. Wystarczy dziesięć prostych słów.

Czy papież Franciszek mówi o dekalogu? Nie wiem. Mówi za to wiele o ubogich, zakłada dla nich prysznice w Watykanie, mówi sporo o Lampeduzie, jeździ na uroczystości 500 lat reformacji, zaprasza i wprowadza pogańskie bóstwa do Watykanu podczas uroczystej celebry, całuje stopy Syryjczykom ale nie klęka przed Najświętszym Sakramentem. A o dekalogu ani słowa. Natomiast uważa, że najwazniejszy dla Ziemi jest klimat o czym mówił do uczestników szczytu klimatycznego w Glasgow. Tak. Klimat jest ważny, ale Boży klimat, bo taki rzeczywiście może uratować nasza ziemię. (…)

03 Agnolo Bronzino. The Madonna and Child with St.Elisabeth and the Infant  St. John the Baptist. Detail. | Tendências do imaginário

A Jan Paweł II podkreślał, że najważniejszy jest Dekalog. Dlatego tak się grzesznikom nie podoba. Jan Paweł II nigdy nie zapominał o ubogich ale nie stawiał ich na piedestale, aby zasłaniali Chrystusa. Najpierw był Chrystus, potem cała reszta a ubodzy na końcu, bo oni byli, są i będą. Chyba, że bogaci się z nimi podzielą, a jakoś się na to nie zanosi, bo bogaci chcą rządzić światem i dyktować warunki i żyją po to żeby mieć, bo nie wiedzą, że i tak kiedyś to wszystko zostawią, a raczej nic nie zostawią jeśli sie nie podzielą. Ubodzy zaś żyją aby żyć bo walczą o przeżycie każdego dnia. Ktoś to nawet ostatnio dokładnie określił. Każdego ranka kiedy świat na nowo się budzi do życia połowa świata zastanawia się jak się odchudzić i jakiej diety spróbować a połowa zastanawia się jak przeżyć kolejny dzień i nakarmić dzieci. Więc nic nowego od lat w tej kwestii się nie dzieje do czasu aż zmienią się bogaci, którzy nie będą się bogacić kosztem ubogich. I prysznice w Watykanie tego nie zmienią. Potrzebna jest zmiana myślenia ludzi. Globalna, bo widzimy, że to problem globalny. Czy to się uda? Nie wiem. Ale Bóg wszystko może uczynić, jeśli Go poprosimy. Ale musimy Go prosić. Wszyscy. W końcu chrześcijan jest najwięcej na świecie i generalnie oni są grupą ucywilizowaną. Największa nędza jest jak widzimy w krajach muzułmańskich, w Indiach tam gdzie są buddyści i w Korei północnej, gdzie wszelka relgia jest zakazana a za posiadanie Biblii idzie się do więzienia o zaostrzonym rygorze i to w najlepszym wypadku, bo bywa również karane śmiercią. I taki jest nasz bajeczny świat podczas kiedy bogaci dobrze się bawią. Równiez w Korei Północnej, ale ich tam jest jeden procent. Reszta jest w nędzy i bywa, że je trawę jeśli straci pracę. Nie mówię o Korei Południowej bo tam życie jest uporządkowane i w zasadzie nędzy jako takiej nie ma, bo jest praca dla każdego kto chce pracować. Ale o takich dysproporcjach dzisiaj świat milczy. I tylko nieliczni o tym wiedzą. Bo tematem zastępczym są ubodzy uchodźcy, którzy opuscili swoją ziemię i rodziny, bo dla nich nie ma nic świętego więc po co się wysilać dla własnego kraju.(…)

Reading154 Agnolo Bronzino (1)

Franciszek nie potępia inaczej kochających, bo mówi, kimże ja jestem abym osądzał? No, sorry ale jeśli papież nie wie kim jest to jak ma znać swoją płeć inaczej kochajacy? Choć nie wiem czy to dobry oksymoron, bo z kochaniem to nic wspólnego nie ma tylko z grzechem. Więc raczej powinnam powiedziec inaczej grzeszący.

150 Bronzino ideas | renaissance art, renaissance, renaissance portraits

Nie krytykuję papieża – przedstawiam tylko fakty. Chyba, że to fakty zmyślone przez niechętne obecnemu papieżowi media, bo przyznam, że ja go w ogóle nie słucham. Nie mogę i nie potrafię. Na szczęście mamy Ojca Świętego Jana Pawła II, którego głosu i nauczania mogę słuchać na okragło.

W najnowszym filmie Nędzarz i Madame, który wszedł własnie na ekrany – filmie o Albercie Adamie Chmielowskim i jego drodze do świętości artysta wypowiada niezwykłe słowa. Nie wiem, czy takie były rzeczywiście, ale sądzę że Autor scenariusza pozostaje wierny faktom. Słowa na temat sztuki, którą porzuca bo uważa ją za przejaw pychy i mówi do Heleny Modrzejewskiej, z którą był zaprzyjaźniony, że jest to tylko wymysł ludzkiej wyobraźni, a raczej straszne widmo, które nam rzeczywistego Boga zasłania…  Czy sztuka Europy jest pełna pychy? Nie wydaje mi się. Sztuka religijna jest pełna piękna, które ocaliła dla nas współczesnych. Piękna świata, który minął i pozostanie tylko w muzeach i prywatnych kolekcjach. Ale my dziękując Bogu za życie żyjemy dalej, chociaż życie nas boli kiedy patrzymy na upadek niektórych ludzi. Kiedy patrzymy, że ci, których uważalismy za autorytety okazują się zwyczajne zdrajcami Polski, bo przeciwko Niej występują. To musi boleć. Ale Chrystus powiedział, pozwólcie im róść aż do żniwa. Nie do nas należy osądzanie ich, bo ciągle mają szansę powrotu na dobrą drogę. I są nam zadani. My mamy się za nich modlić. Ja dopiero się tego uczę. Wszystkiego uczę się znowu od początku. Dlatego jestem szczęśliwa, że są tacy wspaniali mistrzowie jak Agnolo Bronzino, który ubarwia nam listopad. Zupełnie jak słonce, które wynurzyło się z porannej mgły tak cudowne, że wszystko wokół ozłociło swym blaskiem. I świat zajaśniał na nowo. I jedyne co boli to los tych cudownych dziewczyn i chłopców, którzy stoją w dzień i w nocy na chłodzie i we mgle na naszej białoruskiej granicy. I za ich pomyslność i zdrowie mogę się tylko dziś modlić, bo nie potrafię modlić się za zdrajców!

Agnolo Bronzino, resurrezione, 1552, 03.jpg
Resurrection of Jesus
Agnolo Bronzino, resurrezione, 1552, 05.jpg
Santissima Annunziata Florence, Resurrection Chapel
Agnolo Bronzino, resurrezione, 1552, 01.jpg
Zmartwychwstanie Chrystusa

Za trzy dni beatyfikowany bedzie Jan Macha. Obejrzałam o Nim film dokumentalny i jestem pod wrażeniem. To bohater o którym wiekszość Polaków nic nie wie. Co więcej nie wiedzą nawet ludzie Kościoła. I to, że o nim nie wiedzą nie jest tragedią. Tragedąa jest to, co mówią o swej Ojczyźnie Polsce, dla której swe młode życie oddał ze spokojem ten dwudziestosiedmioletni młody chłopak ze Śląska, który kiedy usłyszał wyrok śmierci, bo został oskarżony o zdrade państwa niemieckiego i skazany na gilotynę, żałował, że dłużej nie będzie mógł ludziom pomagać. Ale miał też poczucie, że dobro, które uczynił nie odchodzi wraz z nim, tylko zostaje i będzie procentować. Wiedział bowiem, że jeśli umiera jedno drzewo las rośnie dalej i daje innym życiodajny tlen. I ten cudowny młody las wyrósł nam na granicy aby jej bronić dla nas.(…)

Myśl o niebie jest dla nas najlepszą pociechą. Wiecie dobrze, że Opatrzność życie nasze gęsto przetyka krzyżykami i cierpieniami; że czego, jak czego, ale smutku i udręki żadnemu nie brak w życiu. Każdy gdzie może i jak umie szuka pociechy, najczęściej daremnie. A tymczasem dość przenieść się myślą do nieba, a wtedy nawet smutek pierzchnie. Podróż do domu rodzinnego bywa nieraz bardzo uciążliwa i niebezpieczna. Kto jednak ciągle myśli o tym, jak miłe czeka go w rodzinie przyjęcie, jakie szczęście tam znajdzie, ten niewygód podróży prawie nie dostrzega. Czyż podobna trapić się niepowodzeniem na ziemi, skoro się pomyśli o tym, że w niebie „otrze Bóg wszelką łzę z oczu ich, a śmierci dalej nie będzie, ani smutku, ani krzyku, ani boleści więcej nie będzie” (Obj. 21.4).

Przegnaliśmy naszego króla mówił w jednym z kazań już 80 lat temu – wygnaliśmy Chrystusa. Myślę Drogi Księże Janie, że musimy Go przyjąć na nowo! Chrystusa a nie obcych. Chrystus Jest swój i nasz i nigdy nie był dla nas obcy! I co najważniejsze – nigdy nie rzuciłby w nikogo kamieniem!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close